Szafranowe krewetki w parmezanowych koszyczkach

Składniki:
10 tygrysich krewetek. Marynata: sok z 1/2 limonki; skórka z 1/2 limonki; 0,25 g nitek szafranu; 2 cm korzenia imbiru; łyżka oleju arachidowego; łyżeczka płatków chili; sól, pieprz kolorowy.
Parmezanowe koszyczki: 100 g parmezanu. Dodatki: 1/2 brzoskwini; cukinia; 10 kulek mozzarelli; kiełki, np. lucerny; papryczka chili.

 

Przygotowanie:
Krewetki: Do miseczki wsypujemy nitki szafranu i zalewamy je trzema łyżkami wrzącej wody. Mieszamy i zostawiamy na kilka minut, aż zabarwią na żółto. Obrane z pancerzy krewetki myjemy 
i osuszamy. Przyprawiamy je solą i pieprzem. Wrzucamy do miseczki, dodajemy płyn z szafranem, sok i skórkę z limonki, olej arachidowy, starty na drobnej tarce imbir oraz płatki chili. Całość dokładnie mieszamy i marynujemy przez minimum 30 minut. Zamarynowane krewetki grillujemy na elektrycznym grillu lub patelni ok. 2 minut z każdej strony. Dodatki: Cukinię stawiamy pionowo i przy pomocy obieraczki tworzymy paseczki z miąższem pośrodku i skórką po bokach. Obieramy 10 cukiniowych paseczków. Przyprawiamy je kolorowym pieprzem oraz solą i skrapiamy oliwą. Paseczki z cukinii grillujemy 2 minuty, tylko z jednej strony. Gotowe ściągamy z grilla i odsączamy z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego. Z brzegu każdego cukiniowego paska kładziemy kulkę mozzarelli i zawijamy jak roladkę. Brzoskwinię kroimy w półplastry, posypujemy płatkami chili i skrapiamy oliwą. Owoc grillujemy po 2 minuty z każdej strony. Parmezanowe koszyczki: Parmezan ścieramy na tarce o małych oczkach. Rozgrzewamy teflonową patelnię. Usypujemy na niej krążki z parmezanu o średnicy mniej więcej 4–6 cm.
Po 2–3 minutach, kiedy ser się rozpuści i zacznie zastygać, przekładamy parmezanowe krążki za pomocą łopatki i umieszczamy na kielonkach odwróconych dnem do góry. Dzięki temu łatwo uformujemy parmezanowe koszyczki. Krewetki w koszyczkach: Na środku każdego koszyczka kładziemy roladkę z cukinii, grillowaną krewetkę oraz cząstkę grillowanej brzoskwini. Koszyczki dekorujemy dodatkowo świeżymi kiełkami i plasterkiem papryczki chili.

 

Marta Śliwka i Tosia Kolo. Znamy się i przyjaźnimy od zerówki, w jednej ławce dorastałyśmy w jednej z sopockich podstawówek. Jednak nasze kulinarne drogi miały się skrzyżować niespodziewanie dużo później. Tosia gotowała od zawsze. Wszystko zaczęło się od pizzy, którą w wieku dziewięciu lat przygotowała dla bliskich. Była na grubym cieście, miała spocony ser z paczki, koncentrat pomidorowy i pieczarki, ale smakowała wtedy jak 7 niebo, bo była upieczona zupełnie samodzielnie. Od tamtego czasu mocno eksperymentowała, w wirze weny kulinarnej sięgając nawet po Domestos (nie próbujcie tego w domu). W nastoletnich latach, gdy część rówieśników dopiero zaczynała przygody z gotowaniem, wszyscy wiedzieli, że to do niej należy się zgłosić po kulinarne wskazówki, aby wyczarować perfekcyjny omlet, czy oczarować nowo poznanego chłopaka sernikiem. Po maturze pracowała w trójmiejskich knajpach, urządzała nielegalne cateringi, aż w końcu założyła bloga Z czym Tosię je, na którym opublikowała tylko dwa wpisy.